piątek, 26 października 2012

Y ándale

(...)
Me dices que soy un nécio
Porque me ando emborrachando
Y a pesar de tus desprecios
Yo quiero seguir tomando
Y ándale.

Pero si vieras
Como son lindas éstas borracheras
Y ándale

Pero que bellas
Paso las horas vaciando botellas
Y ándale.
(...)

wtorek, 4 września 2012

Scorpions the Great


...31 sierpnia w towarzystwie przyjaciółki udałam się do Wrocławia. Cel - pożegnalny koncert legendarnych Scorpionsów.  
Przez całą drogę do Wrocławia lał deszcz i modliłam się w duchu, żeby przestał, chociaż wieczorem, żeby koncert, na który się wybieram, udał się, a ja żebym była szczęśliwa i usatysfakcjonowana, pomimo zmęczenia i tylu przejechanych kilometrów.
...W programie imprezy były trzy grupy, jako pierwszy zaprezentował się Big Cyc, z repertuarem takim jak zawsze, czyli same odgrzewane, acz nieśmiertelne i prześmiewcze kawałki, doskonałe jednak do zabawy, więc zarówno do tańczenia i jak i śpiewania. Występ co rusz urozmaicany był przez Skibę dowcipnymi spostrzeżeniami na temat aktualnej sytuacji społeczno - polityczno - obyczajowej ;) a także mnogością strojów, stosownych do tematyki utworów, przebrań oraz fantazyjnych nakryć głowy. Z ciekawostek dodam jeszcze, że w pewnym momencie muzycy zaapelowali o uwolnienie członkiń zespołu Pussy Riot, których skazanie w Moskwie uznali za przejaw łamania wolności słowa.
Jako drugi zaprezentował się Maciej Maleńczuk. Z przykrością jednak stwierdzam, ze nie wzbudził mojego zainteresowania, chociaż na prawdę chciałam przekonać się do niego jako człowieka, bo do muzyki przecież nie muszę, ale jakoś nie dało rady. Zatem udałyśmy się obie w tym czasie do sektora kateringowego na makaron, ziemniaczki, piwo w deszczu za 7 zł (0,4 l) !!!! (nie kupiłam oczywiście, ale nie z powodu braku kasy, tylko w geście protestu przeciwko zdzierstwu kompanii piwowarskiej "Zamkowe" - uwaga nie pijemy tego piwa ! )
Prasa pisze, że "obie kapele to weterani polskiej sceny muzycznej, w dodatku ich członkowie znani byli ze swojej antysystemowej postawy w czasie PRL-u, co wpasowało się w charakter koncertu". Powiem szczerze, że moim zdaniem tak sobie. Taki karkołomny zlepek nie był dla mnie najszczęśliwszym połączeniem. 
...Gdy wybiła 20.30 przemieściłyśmy się ponownie pod scenę, gdzie momentami bardzo zniecierpliwione czekałyśmy na gwiazdę wieczoru, gdyż przerwa dość mocno się przeciągała, a lejący deszcz nie nastrajał pozytywnie. W końcu tuż przed 21.00 zaczęło się ! Rozpoczęli mocnymi heavy metalowymi  kawałkami, czym rozgrzali publikę do czerwoności i śmiem twierdzić, że nic im nie ubyło przez te wszystkie lata. Doskonali, perfekcyjni, dopracowani w każdym calu, profesjonaliści i tyle. Zachwyt mój wzbudziły wizualizacje podczas całego występu, ruchoma scena, której część to wzbijała się do góry to spadała w dół, oraz oczywiście plecy i tors perkusisty, wielokrotnie ściągającego koszulkę :) W pewnym momencie zaśpiewali "Send me an Angel" i tutaj stała się rzecz niesamowita, pomimo deszczu w górze pojawił się las rąk z komórkami i chyba nikt nie martwił się czy jego telefon zamoknie czy nie. Później było jeszcze wiele znanych przebojów (Still Loving You, Holiday, You and I, No One Like You itp itd... ) i mnóstwo innych, powodujących gęsią skórkę, a na koniec był też jeden bis z Wind of Change, oczywiście. No i właściwie to tyle. Koncert był wspaniały i od momentu jak tylko się zaczął, ani żaden deszcz, który o dziwo (tak mi się zdawało) padał zawsze obok a nie na nas, nie miał żadnego znaczenia. Liczyłyśmy się tylko my dwie i to co na scenie.

Scorpions na festiwalu wROCK for Freedom – Legendy Rocka (fot. Miłosz Stelmach)
zdjęcie zaczerpnięte z portalu Onet.pl, fot. Miłosz Stelmach




 




 










I jak Wam się podoba ?





poniedziałek, 27 sierpnia 2012

trochę codzienności i niecodzienności też

...Ostatnie dni obfitowały w wydarzenia, może nie jakieś tam najważniejsze w życiu, ale ciekawe i radosne i niektóre również niespotykane.
Na początek, podczas ubiegłotygodniowej mojej wyprawy pod szumną nazwą Rajd po Polsce ;) zawód sprawił mi mój ukochany samochodzik, domagając się większej ilości oleju, wcześniej zaś sygnalizował zapchany filtr, więc cóż było robić, najpierw zajęłam się filtrem - dowód poniżej, a co do oleju, to czas najwyższy wymienić całość wraz z dodatkowymi komponentami, co powinnam uczynić pewnie już pół roku temu, ale jakoś mi umknęło. Zatem nadchodzący tydzień postanowiłam poświecić pieszczeniu auta, pomimo, że łobuz tani w serwisowaniu nie jest...
W międzyczasie moją wioskę nawiedziła straszna nawałnica, aż dziw bierze, że zniszczeń większych nie było, trochę może ucierpiały liście moich trzech magnolii, ale też nie za wiele. A rozmiar gradowych kulek uchwyciłam telefonem.
W ub. niedzielę wzięłam też udział w cyklicznej imprezie z okazji Święta Chleba w Bogdańcu, gdzie z uwagą wysłuchałam koncertu Varius Manx, który podobał mi się, mimo momentami niesprzyjającej aury.
Teraz troszkę o podróży.
Wyruszyłam więc w piątek po południu z głową pełną radosnych myśli i nadziei na wspaniałe wrażenia i miło spędzony czas. I nie zawiodłam się. Z kłopotami i bardzo późno, ale dotarłam w końcu do najprzyjaźniejszego miejsca na świecie, gdzie zostałam przyjęta prawdziwie po królewsku. Trochę mnie to zbiło z tropu, ale ponieważ ze skromnością mam na bakier, więc sprawiło mi to wiele radości. Po przegadanej / przeplotkowanej nocy, kolejnego dnia wyruszyłam dalej, zahaczywszy o stolicę i okolice, powróciłam do domu, zmęczona ale szczęśliwa.
Pozwolę sobie tu zamieścić podziękowania dla Moniki i jej Rodziny za wspaniałe przyjecie. Też za Wami tęsknię i zapraszam do siebie.

para najlepszych mechaników w okolicy przy pracy

krajobraz po gradobiciu

lodowe groszki

na scenie gwiazda tegorocznego wieczoru ;)

na trasie Płock - Warszawa, niby daleko ale jakże swojsko:D























czwartek, 16 sierpnia 2012

newsy

Zacznijmy od najważniejszego i najsmutniejszego zarazem:
1 sierpnia po długiej chorobie odszedł mój ukochany Pysio. Był ze mną 12 lat. Taki mądry i cichutki. Dzielnie znosił chorobę na przekór lekarzom, aż w końcu uległ. Pochowałam go obok Smyka pod sosenką, ale i tak zawsze będzie w moim sercu. Strasznie go kochałam :(   Bardzo tęsknię.

jedno z ostatnich jego zdjęć

Chwila zadumy nad kruchością życia i nad tym, że trzeba kochać, cenić i szanować, bo to wszystko tak ulotne ...

W międzyczasie wróciłam do pracy, zderzenie z rzeczywistością było twarde, ale cóż... nie ma innego wyjścia jak tylko rzucić się w wir pracy, zwłaszcza po półtora miesiąca wakacji. 

Był też oczywiście i Woodstock, do którego w tym roku bardziej niż profesjonalnie podeszła Pokojowa Wioska Kriszny, czym mnie wprost zachwycili, organizując tam naprawdę fajne koncerty, których nie powstydziłaby się i sama Duża Scena. 
Oprócz namiotu koncertowego, były różne inne atrakcje czyli dla każdego coś ciekawego, między innymi byłam świadkiem swoistej żonglerki takimi światełkami, wyglądało to super zwłaszcza w ciemnościach.






















Dla spragnionych muzyki, powiedzmy "alternatywnej" ;)  do posłuchania, potańczenia a także pośpiewania - jako że tekst nieskomplikowany i zawsze taki sam - mantra. Dla ułatwienia i dla zapominalskich napisany nawet na ścianie.

















Bardzo spodobał mi się Owsiakowy komentarz do artykułu zamieszczonego w Gazecie Wyborczej, poniżej link - zapraszam do lektury:

http://wosp.org.pl/przystanek_woodstock/aktualnosci/rekordowy_woodstock

zdjęcie Dużej Sceny, zaczerpnięte ze stronki WOŚP - urzekło mnie





















A teraz niespodzianka.
Jako że nie sposób żyć bez dobrych uczynków, postanowiłam przygarnąć sierotkę i nadać mu piękne imię Bruno. Zatem Bruno dołączył do mojej wesołej rodziny i uczynił ją jeszcze weselszą. Dość szybko się zadomowił. Na razie je, śpi, szaleje, buja się na firankach i zasłonkach (coś tak czuję, że niedługo przyjdzie czas na nowe :), bo radosny maluch lubi się ich chwytać i zjeżdżać w dół).

Bruno





















No to na dziś tyle. 
Jeszcze tylko pozdrawiam kuzynkę Monikę i życzę szybkiego powrotu do zdrowia i humoru a także do mycia okien, schodów, mikrofalówek, gotowania obiadów i wszystkiego czego sobie tam zażyczy oczywiście :)
p.s. zapomniałam o prasowaniu 
...

piątek, 20 lipca 2012

obrazkowa historia o ślimakach i o tym jak mała kosiarka rzuciła na kolana trzech dorosłych facetów a także inne smieszne rzeczy

oto gdzie motylki lubią siadać najbardziej

a ślimaczki tu  właśnie

a to ohydne mutanty, które wygladają jak przerośnięte glizdy, są po prostu wszędzie, nawet włażą mi do domu, i czasami można niechcący nadepnąć takiego bosą stópką brrrr, jak z horroru

tu podpis chyba niepotrzebny - trzech "mechaników" i jedna kosiarka :)

taki oto prezent otrzymałam na urodziny, strasznie oryginalnie zapakowany hahaha

to jest kartka A4, obok butelka po coli dla lepszego porównania i tylko 2 truskawki !

w oddali stado kycklingów - sjalvplockersów, czyli gęsi na krzywy ryj

sobota, 23 czerwca 2012

Sverige igen

...Który to już raz 19 - ty ? 20 - ty ? jakoś tak właśnie będzie. Czy jest coś, czego jeszcze o tym miejscu nie napisałam ? Wątpię. Że pięknie, że spokojnie, uroczo i miło - każdy już wie. Czasem trochę ciężko, ale są rzeczy które mi to rekompensują, od najbardziej przyziemnych jak finanse :) przez cielesne, związane z cudowną szybką utratą wagi ... itp. do całkiem duchowych jak psychiczny wypoczynek, luz i totalny mega reset. Niestety, lenistwo i niemyślenie trochę uwstecznia, więc dobrze mieć ze sobą jakąś mądrą literaturę, najlepiej najbardziej przeze mnie ulubiony dokument lub reportaż, w tym roku są to "Dzienniki Kołymskie" Jacka Hugo Badera - polecam, świetna książka oraz przewodnik po Ekwadorze, gdyż tego pomysłu jeszcze nie zarzuciłam i ciągle kolebie mi się po głowie, przyjmując coraz bardziej realne i przemyślane kształty.
Niemniej są tu rzeczy, które są w stanie mnie zaskoczyć, jak na przykład na zdjęciu poniżej. Rafał (niemalże 190 cm wzrostu) stanął obok dla lepszego efektu.
Na pozostałych fotografiach, między innymi,  widoczki z dzisiejszego wypadu do miasta, korzystając z dnia wolnego od pracy.

to nie  żaden fotomontaż tylko prawdziwy dorodny oset

Kuba w swoim łóżku :) jest wolne, to co mu tam zależy

serwetkowy midsommarstång, bardzo mi się spodobał

oryginalny dach, prawda ? kosiarki nie mają czy co ?

walka z wiatrakami ponoć jest bez sensu, ale Sylwia chciała spróbować ...

tak samo jak łodzi bez wioseł, a nawet bez wody

podobno można wejść na samą górę, widok musi być nadzwyczajny, któregoś dnia się tam wybiorę

bałwan w tym roku oprócz czapki i wieńca z kwiatów, dostał też rower, szkoda, że bez koła



piątek, 22 czerwca 2012

przedwakacyjne reminiscencje


...Zanim dojdę do wakacji, chciałabym przez moment wspomnieć o niedawnej, acz cyklicznej imprezie pn. Majówka Kłodawska, w której osobiście uczestniczyłam. Miły popołudniowo - wieczorny czas uprzyjemniały widzom przeróżne konkurencje sportowe oraz sprawnościowe, a także występy od folklorystycznych po rockowe. Było tak fajnie, że powiem Wam nawet - wypiłam 4 piwa z sokiem, co mi się nigdy jeszcze nie zdarzyło, a jeśli nawet  się zdarzyło - to nie pamiętam :)
Z tego też powodu, przewidziawszy niektóre możliwe wydarzenia, na Majówkę udałam się rowerem. I tak też samo po zabawie trzeba było wrócić do domu. I tutaj opowiem pewną historię. Po zabawie, wsiadłam nocną porą już na rower i udałam się w kierunku mojego domu, nie jadąc jednak przez centrum Kłodawy, lecz tak zwanym skrótem z drugiej strony jeziora (tak przynajmniej chciałam). Po ujechaniu kilkuset metrów minął mnie z naprzeciwka, również na rowerze, jakiś mężczyzna. Za kawałek oglądam się, a on zawraca i już jedzie za mną. Tknięta jakimś przeczuciem skręciłam w ostatnie domki na trasie, niektóre jeszcze w budowie ale kilka już zamieszkałych. On przejechał prosto oczywiście. Skryłam się za ceglanym płotem i obserwowałam ulicę. Rowerzysta pojechawszy jeszcze kawałek zawrócił z powrotem na miejsce imprezy. A ja popędziłam do domu aż się kurzyło. Nie wiem jakie miał zamiary, ale ewidentnie szukał ofiary. Wniosek: trzeba mieć oczy dookoła głowy, a na wiejskie imprezy chodzić w towarzystwie.


publiczność na razie nierozgrzana, ale jeszcze było wcześnie





















A teraz znacznie przyjemniejszy temat.
Przez chwilę zastanawiałam się, czy mój piękny Klimt nie zasługuje na odrębny post, po namyśle jednak postanowiłam, że zajmie godne miejsce w niniejszym poście, tak jak zajął je w końcu, choć podstępem, na ścianie nad pianinem. Powiedzmy, że jest to teraz ściana "artystyczna" :)


Gustav Klimt "Pocałunek"










poniedziałek, 28 maja 2012

smutek

...Wiem, że nie piszę zbyt często, czasem brak czasu, a innym razem po prostu się nie chce, nie sądziłam jednak, że do kolejnego posta zmusi mnie tragiczna okoliczność.
Wczoraj około godz. 23.00 jakiś podły skurwiel zamordował naszego kochanego pupila Smykusia :((
Znaleźliśmy go pod domem na ulicy, przejechanego przez auto.
Był wesołym, słodkim kotkiem, jedynym takim na świecie. Wskakiwał na kolanka, na spacery chodził przy nodze jak piesek, można go było owinąć sobie dookoła szyi niczym szalik lub wziąć go pod pachę i spacerować, pozwalał na wszystko. Lubił podróżować samochodem, nawet jeśli samochód był tylko zaparkowany. Tworzył wraz z Kubą najweselszy team w domu. 
Pochowaliśmy go wczoraj w nocy pod sosenką w pobliżu domu.
Będzie nam Ciebie brakowało Smyku.


właśnie takiego Cię zapamiętam na zawsze :*
...

niedziela, 15 kwietnia 2012

Austria po raz pierwszy i na pewno nie ostatni

... Tygodniowy pobyt w Zillertal wspominam i jeszcze długo będę wspominała bardzo miło i niemalże z rozrzewnieniem. Piękna pogoda, w dolinie wręcz wiosna z kwitnącymi żonkilami / narcyzami, (może ktoś mi wyjaśni różnicę ?) Wysoko w górach zaś wielkie gorące słońce i całe mnóstwo śniegu. Przepiękny klimatyczny domek pełniący funkcję naszej kwatery zachwycał zarówno wnętrzem jak i otoczeniem. Kominek, drewniane tarasy i zakamarki tworzyły niepowtarzalna atmosferę. Dodając do tego wyjątkowe towarzystwo, mamy komplet.

widoki ze szczytu czoła lodowca Hintertux, fajnie na góry popatrzeć z góry















przypadkiem napotkany słoń Trąbalski

































najlepsi narciarze w okolicy










zakorkowana autostrada też ma swoje plusy

czwartek, 8 marca 2012

dzień kobiet :)

...W Rosji z okazji Dnia Kobiet ogłoszono konkurs na najwspanialszą, najinteligentniejszą i najpiękniejszą kobietę
Wygrał Putin :)
...A ja wszystkim Kobietom tym całkiem malutkim i tym trochę większym, z okazji dzisiejszego Święta składam piękne życzenia dużo szczęścia i miłości !
... I przesyłam ten wspaniały bukiet, który sama bardzo chciałabym otrzymać w takiej właśnie formie...  może kiedyś się zdarzy :))) 


...

sobota, 18 lutego 2012

koniec karnawału tuż tuż więc do dzieła !!

     Był sobie pączek, co nie miał rączek
     i okrąglutki był jak miesiączek.
     Miał lukrowaną złocistą skórkę,
     a w środku dziurkę na konfiturkę.
     Wszyscy go lubią - starsi i dzieci.
     Na jego widok, aż ślinka leci.
     Lecz co naprawdę pączki są warte,
     to przede wszystkim wie Tłusty Czwartek.

ja osobiście w tłusty czwartek pożarłam 2 i pół pączka
 ale następnie udałam się na basen i pozbyłam się nadprogramowych kalorii, zatem jestem usprawiedliwiona !
...

sobota, 11 lutego 2012

Le coeur a ses rai sons que la raison ne connaît point.

***
Na spacer pójdę z psem na smyczy
Na ławce w parku zrobię Ci szalik
Nie kupię kwiatów na wyczekanym skwerze
Więc nie dzwoń do mnie, kiedy będę stara.

Dokończę swą najnowszą książkę
Na chandrę znów będę za twarda
Całkiem spokojnie wypiję trzecią kawę
Więc nie, nie dzwoń do mnie, kiedy będę stara.

Spieszyć się nie należy
I ze wszystkiego otrząsać się jak pies, jak pies

Całkiem spokojnie wypiję trzecią kawę
Więc nie dzwoń do mnie, kiedy będę stara.

***

...No i przymroziło i to całkiem mocno. Po kilku tygodniach pluchy, błota i nieustannego deszczu, przyszła kolej na zimę. I to taką trzaskającą wręcz. Jak widać popadamy w pogodowe skrajności, ale jako że elastyczności mi nie brak, z każdej sytuacji jestem w stanie wyjść obronną ręką. I umilam sobie czas to muzyką, to spotkaniami w doborowym towarzystwie (jak to niedawno miało miejsce), przy czym muszę tu napisać, że była to najlepsza impreza w historii tego domu, a zakwasy w łydkach od szalonego tańca doskwierały mi jeszcze przez kilka najbliższych dni po imprezie. A kto nie był niech żałuje ;)
...Z nowości - to przybyła mi nowa brama NA PILOTA !!! :) wciskam guzik i się otwiera, wciskam  drugi raz i się zamyka, zatem po pierwsze powiększyła mi się strefa intymności, a po drugie ubyło stresu, gdyż pies już nie ucieka na wielogodzinne szwendanie, no chyba, że mu z pełną świadomością na to pozwolę. Poniżej kilka fotek z ostatnich dni.

nowa brama


mrożone soczewki z ostatniej dostawy



























i niespodzianka ! kilka dni temu przeżywałam swoiste déjà vu :)

a to już wystawa aut w Askanie

ten sam model z innej perspektywy

taksówka prawie jak w Zmiennikach :) fajne nie?

sobota, 21 stycznia 2012

drobne przyjemności

...Myliłby się ktoś, kto myślałby, że Gorzów nie żyje, i to nie tylko wieczorami i w weekendy, że nic się nie dzieje i nie ma co robić. Nic bardziej błędnego. Okazuje się, że wystarczy się dobrze rozejrzeć, może czasem nawet warto zaryzykować i odwiedzić jeszcze nieznane dotąd miejsca, by przekonać się, że dzieje się dużo, że dzieje się ciekawie i że warto, nawet w tak podłą pogodę, wysunąć nos za drzwi i ruszyć się, tak po prostu.
...Na początek hołd dla odważnych czyli bohaterska kąpiel w jeziorze Kłodawskim, połączona ze zbiórką dla WOŚP. Niektórym z nich (widziałam to) było chłodno, lekkie dygotanie, gęsia skórka  itp. ale i tak czapki z głów. Najważniejsze że nastroje były szampańskie. Pozdrawiam Morsów oraz tych mniej odważnych czyli gapiów, wśród których była i moja skromna osoba :)

jak widać Panowie byli bardzo zadowoleni z siebie i humory dopisywały
 ...Przy okazji wczorajszych zakupów, okazało się, że w jednej z gorzowskich galerii handlowych znajduje się !! gitara Elvisa Presleya !! ;) Nie mogłam sobie odmówić zdjęcia z wizerunkiem króla popu i jego gitarą, zdjęcie jest dziełem koleżanki Małgosi.

to właśnie ta gitara, którą na zdjęciu trzyma król Elvis na jednych ze swoich niezliczonych koncertów ;))



















































...I wreszcie wisienka na torcie - czyli wieczorny koncert amerykańskiego harmonijkarza Keitha Dunna, bardzo bluesowy, wspaniały, wesoły, wirtuozerski, co oznacza, że blues może być - wbrew nazwie - super wesołą muzą i do słuchania i do zabawy. I wracając początkowego wątku tego posta - koncert miał miejsce wcale nie Pod Filarami, ale w klubie, o istnieniu którego do wczoraj nie miałam zielonego pojęcia.No i proszę - mały klubik o nazwie "Mana-Mana" i taka światowa sława jak Keith Dunn, grywający nawet z Muddy Watersem ! Wow ! I niech żałuje, kto wczoraj tam nie był.

...Z innych ciekawostek, to zapisałam, się niedawno na aqua aerobic w celu poprawy kondycji fizycznej, kupiłam nawet karnet I CHODZĘ ! W planach mam nawet jeszcze siłownię, ale nie do końca jestem pewna czy się tam zapiszę, usilnie natomiast myślę nad zakupieniem do domu sprzętu o nazwie orbitrek. Uprzejmie proszę o opinie na ten temat.